Jak masz na imię i w czym jesteś dobry?

Do młodzieżowych ośrodków wychowawczych trafiają młodzi ludzie skierowani przez Sądy Rodzinne i Nieletnich. To młodzież trudna, używając przedwojennych określenia: moralnie zaniedbana. Ale to są perły, które umieć odnaleźć i oszlifować. Trzeba do tych mlodych ludzi podejść twórczo. Efekty takiej twórczej resocjalizacji najlepiej pokazuje historia Adriana, który właśnie wygrał show „Mam talent”.

Zadaniem Młodzieżowych Ośrodków Wychowawczych nie jest karanie, ale wychowywanie młodych ludzi, którzy mają trudność ze zrozumieniem ról społecznych, zasad współżycia. Rolą nauczycieli i wychowawców jest pomoc w zrozumieniu miejsce nastolatka w społeczeństwie i przygotowanie go do życia w sposób w pełni wolny, świadomy i odpowiedzialny.



Pobyt w MOW dla wychowanka powinien być szansą, zwłaszcza że do ośrodków wychowawczych często trafiają dzieci, które mają bardzo niską samoocenę. Dlatego każdemu nowoprzybyłemu wychowankowi zadaję dwa pytania: „Jak masz na imię?” oraz „W czym jesteś dobry?”. Odpowiedź na pierwsze pytanie zazwyczaj nie sprawia problemów, ale na drugie już tak. Być może jest to spowodowane zaskoczeniem, że nikt nie pyta go „co zrobił, że się tu znalazł”, a być może dlatego, że nie ma czym się pochwalić. Zbyt często słyszę „w niczym nie jestem dobry”. Wówczas odpowiadam: „zmienimy to”.

W resocjalizacji stosuje się wiele sposobów żeby zmienić myślenie o sobie samym, ja korzystam z teatru. Założyłem grupę pod nazwą Teatr Moralnego Niepokoju i wystawiamy spektakle, które mają pobudzać widzów (a także samych aktorów) do refleksji etycznej. Teatr daje wiele wspaniałych możliwości pedagogicznych, pozwala na przykład wejść w rolę ofiary przestępstwa, ofiary przemocy domowej lub w rolę sprawcy.
Ale teatr to także nauka pracy w zespole. Szkuta rozwija zdolności intelektualne i wrażliwość emocjonalną. A duma z dobrze zagranego spektaklu, po którym widzowie nie kryją łez, daje odpowiedź na pytanie, w czym jesteś dobry.
Powtarzam moim wychowankom – „chcę, by pisano o was w gazetach, ale nie w kronice kryminalnej, tylko na stronach poświęconych kulturze ”. I piszą o nich.

Pod koniec lutego 2014 swoje zwyczajowe dwa pytania zadałem kolejnemu chłopcu, który trafił do naszej placówki. Odpowiedział: „Mam na imię Adrian. Śpiewam”.

Szybko przekonałem się, że to nie jest zwykłe śpiewanie. Jego głos sprawiał, że po plecach przechodziły ciarki, niektórym jego kolegom trudno było powstrzymać łzy. Niespełna 15 letni chłopak miał siłę w głosie, która wzbudza wielkie emocje. Już 15 marca wystąpił w naszym spektaklu i popisał się nie tylko piękną dykcją, ale także sporą odwagą sceniczną. Jego gra aktorska była przekonywująca, chętnie słuchał reżyserskich rad. Zgłosiliśmy się do konkursu teatralnego w Starej Prochowni w Warszawie, na 20 zespołów zakwalifikowano tylko 12, w tym nasz. Zagraliśmy i z niecierpliwością czekaliśmy na werdykt jury, nieśmiało patrząc na lisy zgłoszonych zespołów, Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy nr 4 w Warszawie obok liceów z czołówki rankingu „Wprost”. Jury ogłosiło wyniki – zajęliśmy trzecie miejsce!

W drodze powrotnej moi wychowankowie nie wstydzili się, że są z MOW, śpiewali na ulicy: „MOW Dolna, trzecie miejsce ma”. To dodało wszystkim odwagi i wiary w siebie. Naszemu uzdolnionemu wokalnie wychowankowi zorganizowaliśmy lekcje śpiewu. Później nieśmiało powiedział, że chciałby wziąć udział w „Mam talent”. Pierwszy etap, tak zwany precasting odbył się w maju, oczarował jurorów. Na kolejnym etapie, gdzie wystąpił przed znanymi jurorami zaśpiewał „Alleluja” Leonarda Cohena. Tym razem oczarował nie tylko jurorów, ale i publiczność, która jeszcze nie znała jego historii. Adrian najpierw awansował do półfinałowej 40 uczestników „Mam talent”, a w końcu 15 listopada smsowymi głosami widzów został finalistą programu. Pojawiają się opinie, że to przez litość, bo jest z domu dziecka a mnie się wydaje, że Polacy chcą wrażliwego artysty, który śpiewając wkłada w to emocje. Zważywszy, że dopiero od kilku miesięcy ma zapewnione regularne indywidualne lekcje śpiewu i robi ogromne postępy, to świadczy to, że talent ma. Pewnie od początku tkwiło w nim marzenie o wygraniu głównej nagrody, ale ważniejsze było to, że Adrian odzyskał wiarę w siebie i w dorosłych. Zrozumiał, że coś znaczy, że jest wartościowym człowiekiem, że jest w czymś dobry. Dla wielu osób ten chłopak stał się symbolem podniesienia się z kolan i motywacją do szukania w sobie mocnych stron, które dadzą siłę, aby zmienić coś co wydawało się być nie do odmiany.

A ja jako nauczyciel mam nadzieję, że gdy będzie odbierał Fryderyka (lub inną nagrodę muzyczną) w duchu podziękuje pedagogom za to kim dziś jest.

----
Marcin Kostyra, wychowawca z Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Warszawie.
Trwa ładowanie komentarzy...